Po wycieczce na Monte Piana przyszło nam przesiedzieć cały kolejny dzień w namiocie wsłuchując się w odgłos spadających na poszycie namiotu kropel deszczu. Byliśmy już zmęczeni pogodą, która nas w tym roku wybitnie nie rozpieszczała. Ciągle padający deszcz, bardzo niskie temperatury oraz trudy przebytych szlaków każdemu dały się we znaki. Korzystając z dużej ilości wolnego czasu obmyśliliśmy plan na pozostałą cześć wakacyjnego wyjazdu. Dżemor! Dżemor! Idziemy na Dżemora! W taki entuzjastyczny sposób zapadła decyzja, że zmierzymy się z Marmoladą, którą pieszczotliwie nazywaliśmy Dżemorem 🙂 Jej wierzchołek noszący nazwę Punta Penia wznosi się na wysokość 3343 m i stanowi najwyższy punkt w całych Dolomitach, stąd też nie mogło być inaczej, że szczyt ten znalazł się również na naszej liście „must have”. Jak się okazało wejście na Marmoladę miało być naszą ostatnią akcją górską, ponieważ z racji niesprzyjającej aury w górach resztę naszego urlopu zamierzaliśmy spędzić wygrzewając się i susząc na nad morzem w słonecznym Lido di Jesolo 🙂

Wracając do Dżemora muszę powiedzieć, że bez jego skalpu nie wracałbym do domu. Na nasze szczęście w prognozach pogody znalazł się jeszcze jeden dzień, który nie przewidywał opadów w rejonie masywu Marmolady. W bojowej gotowości zameldowaliśmy się na parkingu znajdującym się nad Lago di Fedaia, skąd ruszyliśmy pod stację kolejki. Kolejka otwarta jest od 8:30 do 17:00 i za cenę 10€ (bilet tam i z powrotem) skraca nam drogę do Rif. Pian dei Fiacconi. Kto ma dużo czasu i siły może rozpocząć swoje podejście szlakiem nr 606 z pominięciem udogodnień. My wybraliśmy drogę na skróty i skorzystaliśmy z kolejki, która zapewnia wiele dodatkowych wrażeń. Podróżuje się nią bowiem na stojąco w charakterystycznych, malutkich, dwuosobowych kabinach 🙂 Droga do podnóża lodowca zajmuje kilkanaście minut i umożliwia podziwianie fantastycznych widoków na Lago di Fedaia, grzbiet Padon, gdzie poprowadzona jest ciekawa i dosyć trudna ferrata delle Trincee, a w końcu Marmoladę i jej lodowiec.

Spod schroniska Pian de Fiacconi na wierzchołek Marmolady można dotrzeć na wiele sposobów. Najbardziej popularne są dwie drogi. Pierwsza możliwość to droga przez lodowiec, druga to przejście ferraty Cresta Ovest della Marmolada na zachodniej grani. Jak przystało na „ferratowych łojantów” wybraliśmy opcję ze stalową liną 🙂 Via ferrata nie należy do szczególnie trudnych, a trudności jakie można na niej spotkać nie przekraczają wyceny B. Aby móc wpiąć się do liny trzeba najpierw dostać się na Forc. Marmolada.

Droga na przełęcz oddzielającą zachodnią grań Marmolady od Gran Vernel prowadzi szlakiem nr 606. Z górnej stacji kolejki schodzimy nieco w dół i kierujemy się na zachód. Niestety obchodząc skalną ostrogę tracimy nieco na wysokości, którą przyjdzie nam niedługo odrobić. Ścieżka była dobrze oznaczona, zarówno czerwonymi znakami jak i kopczykami więc nie mieliśmy problemu z orientacją. Wszyscy naładowani pozytywną energią mocno ruszyliśmy do przodu.

W końcu dotarliśmy pod niewielki lodowczyk opadający spod przełęczy. Mimo, że droga była wydeptana i wyraźna, a sam lodowczyk mocno wytopiony założyliśmy raki. Ja z Elą dodatkowo związałem się na linie, by mogła poczuć się trochę bardziej komfortowo i pewnie. W końcu był to jej debiut na lodowcu 🙂 W kilkanaście minut udało nam się dotrzeć pod ścianę Picol Vernel. Raki zamieniliśmy na lonże i pokonując krótki, aczkolwiek bardzo śliski odcinek ubezpieczonego stalową liną i klamrami szlaku dotarliśmy na przełęcz Marmolada. Podejście spod schroniska Pian dei Facconi do przełęczy zajęło nam ok. 2h. Od tego momentu wspinaliśmy się już granią po właściwej ferracie prowadzącej nas na najwyższy punkt Dżemora, wierzchołek Punta Penia. Niestety wokół nas kłębiły się chmury i nie doświadczyliśmy za wiele widoków. Dobrze, że przynajmniej nie padało. Jedynie sporadyczne podmuchy mocnego wiatru odsłaniały co nieco i pozwalały zerknąć na znajdujący się poniżej lodowiec oraz grań Padon.

Sama ferrata jest bardzo fajna, aczkolwiek nieco monotonna. Znaczną część żelaznej drogi pokonaliśmy za pomocą niekończących się drabin składających się z szeregu klamer, zamontowanych na stromych i gładkich płytach skalnych. Tam, gdzie nie było drabin mogliśmy się przyjemnie wspinać wykorzystując naturalne ukształtowanie grani. Co chwilę słychać było zagrzewające do walki „Atak, atak, atak!” oraz to, że „Jeszcze mocniej musimy ruszyć do przodu!” 🙂 Tuż przed szczytem, gdzie zachodnia grań staje się nieco szersza i płaska weszliśmy na pole śnieżne. Wtedy też wiatr zatańczył z chmurami i w naszych oczach błysnęła iskierka nadziei, że ze szczytu zobaczymy fantastyczną panoramę Dolomitów. Niestety nadzieja szybko zgasła, bo wszystko dookoła z powrotem przykryły chmury.

Kika chwil później staliśmy na szczycie Marmolady, na wysokości 3343 m. Nie zważając na brak widoków cieszyliśmy się ze zdobycia Top 1 w Dolomitach 🙂 Dla Eli, Adriana i Maćka wejście na Dżemor było osobistym rekordem wysokości 🙂 W ramach nagrody weszliśmy do znajdującego się na szczycie schroniska Capanna Punta Penia na gorącą herbatę i jabłkowego strudla 🙂 W czasie kiedy tak rozkoszowaliśmy się ciepłem, słodyczą i przyjazną atmosferą, przyszło nam również podjąć decyzję w jaki sposób będziemy schodzić w dół. Zdecydowanie nie chcieliśmy znaleźć się w sytuacji jak bohater z obrazka, którego spostrzegliśmy na jednej ze ścian schroniska 🙂 Pierwotnie zamierzaliśmy wracać przez lodowiec, ale Ela nie za dobrze czuła się na lodzie. Adrian z Maćkiem również niezbyt entuzjastycznie podchodzili do tego rozwiązania. Szalę tego, że będziemy wracać tak jak przyszliśmy przeważyła rozmowa z przewodnikiem, który powiedział nam, że droga przez lodowiec obfituje w otwarte, ale również i nie widoczne szczeliny i konieczne jest użycie liny, czego można było się spodziewać. Co prawda miałem linę w plecaku, ale była ona za krótka, abyśmy wszyscy mogli bezpiecznie w tych warunkach schodzić przez lodowiec.

Pod znakiem zapytania stanęła także sprawa naszego zjazdu kolejką. Upływający czas działał na naszą niekorzyść. Po przejściu śnieżnego odcinka szczytowego wpięliśmy się ponownie w stalową linę i rozpoczęliśmy schodzenie w dół. Ela opanowała w końcu schodzenie „na komandosa” i szło nam nawet całkiem sprawnie. Mimo wszystko na przełęczy byliśmy dopiero kilka minut przed 16… Jasne stało się, że praktycznie nie mamy żadnych szans żeby wskoczyć do ostatniej kabiny kolejki zmierzającej w dół. Na pocieszenie pułap chmur nieco się podniósł i w końcu mogliśmy zobaczyć znajdujące się w okolicy szczyty i masywy.

Po zejściu na lodowczyk okazało się, że Ela już ledwo człapie. Odezwały się kolana, które nadwyrężyła w czasie wcześniejszych wypadów, a dobiła wejściem na Marmoladę. Chłopaki wystrzelili niczym z armaty w nadziei, że jednak zdążą złapać kolejkę. Szybko straciliśmy ich z oczu. Nie pozostało nam nic innego jak powoli iść przed siebie. Zaciskając zęby Ela stawiała kolejne kroki naprzód. W końcu o godz. 17.30 dotarliśmy pod schronisko Pian dei Faicconi, gdzie zastaliśmy czekających na nas Adriana i Maćka. Oni również nie zdążyli zjechać w dół. W ogóle okazało się, że ostatni kurs odbywa się o godz. 16.45, a nie 17.00 jak było napisane na stronie internetowej. To zdecydowanie nie był nasz dzień. W każdym bądź razie po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Lago di Fedaia. Szliśmy bardzo powoli więc mieliśmy dużo czasu na podziwianie roztaczających się przed nami widoków, które w końcu roztoczyły się przed nami. Na sam koniec pogoda nieco się poprawiła i zza chmur gdzieniegdzie wyjrzało słońce. Na długo pozostanie mi w pamięci widok Piz Boe oświetlonego promieniami popołudniowego słońca oraz grzbietu Padon rozciągającego się ponad turkusową taflą Lago di Fedaia. Ostatecznie po niecałych 10h od chwili wyruszenia na szlak udaje nam się wrócić na miejsce startu.

Zmęczeni, ale niezwykle szczęśliwi i usatysfakcjonowani pożegnaliśmy się z Dolomitami. Większość założonych przed wyjazdem celów udało nam się zrealizować. Mi osobiście szkoda było, że nie udało się wejść na Croda Rosa di Sesto, ale nie zawsze można mieć wszystko czego się chce 🙂 Jeszcze pewnie kiedyś wrócimy w Dolomity, bo w między czasie zdążyłem już sobie zanotować parę ciekawych przejść na przyszłość 🙂 Najważniejsze, że wróciliśmy bogatsi o nowe doświadczenia oraz z nowymi znajomościami. Ostatnie dni spędziliśmy na słonecznych i piaszczystych plażach Riwiery Weneckiej popijając zimne piwko i wygrzewając się w promieniach śródziemnomorskiego słońca 🙂

6 komentarzy

  1. Gratulacje za Dżemora! 😀 Widziałam Marmoladę na żywo, ale z daleka. Widzę po zdjęciach, że tego lodowca to niewiele jest.

    • Dzięki 🙂 Nieco więcej zostało go pod wierzchołkiem Punta Roca, ale pewnie i tam za niedługo nie będzie już go za wiele 🙂 Pozdrawiam!

  2. Hej, mam kilka pytań 🙂 która z dróg wejścia jest najłatwiejsza ? jako, że nie mam doświadczenia w spinaczce i pracy na linie. Byłam już na wysokości 3500 npm natomiast nie było to wejście lodowcem, jak myślisz czy raki są obowiązkowe na tym szlaku i jak oceniasz jego trudność. Czy w schronisku na górze Marmolady można nocować ?

    • Względnie łatwe jest wejście i zejście ferratą delle Marmolada, tą którą my wchodziliśmy. W sezonie zwykle bywa na niej sporo osób i mogą tworzyć się zatory w niektórych miejscach na drodze. Co prawda jest tam mały lodowyczk do przejścia, ale w jego przypadku da się przejść bez raków. Jest już mocno wytopiony. Mimo wszystko zalecałbym ich zabranie. W przypadku drogi normalnej przez lodowiec raki i lina są obowiązkowe, lodowiec jest mocno spękany. W schronisku można nocować, jest tam 6 miejsc do spania i raczej bez wcześniejszej rezerwacji się nie obejdzie. Ceny zwalają z nóg oczywiście 😉 Więcej info na stronie schroniska Capanna Punta Penia: https://www.rifugiomarmolada.it/capanna_en/dining-and-overnight-stay.php

  3. Ile czasu zajęła Wam cała trasa, czyli wyjazd kolejką, trekking i powrót ? Czy istnieje jakaś trasa na której nie muszę mieć sprzętu do ferraty ?

    • Całość zajęła nam prawie 10h, ale schodziliśmy dosyć powoli, bo Ela miała problem z kolanem. Niestety na Marmoladę prowadzą tylko ferraty albo drogi wspinaczkowe i na wszystkich wymagany jest odpowiedni sprzęt.

Write A Comment

Podobał Ci się wpis?

Znalazłeś interesujące Cię informacje?

Bądź na bieżąco i dołącz do nas na Facebook’u!

Nic Cię to nie kosztuje, a nas zmotywuje do dalszej pracy 🙂