Po paru dniach spędzonych u stóp Kazbeku, w trakcie których zajrzeliśmy nad jezioro Kelitsadi, weszliśmy na Sherkhotę, a także zobaczyliśmy klasztor Cminda Sameba górujący nad Stepancmindą przenieśliśmy się do magicznej Swanetii, aby zerknąć m.in. pod lodowiec Uszby.

W gruzińskich realiach określenie „przenieśliśmy się” brzmi nieco nad wyraz i trąci groteską 🙂 Mestię Stepancmindę w linii prostej dzieli raptem 170 km, mając jednak na uwadze status Osetii Południowej oraz rzeźbę terenu dystans jaki trzeba pokonać, aby dostać się z punktu A do B wynosi aż 570 km! Przekładając to na praktyczne doświadczenia? Nastawcie się na spędzenie ok. 12 godzin w podróży! Jak to wyglądało u nas? Najpierw wsiedliśmy do marszrutki jadącej ze Stepancmindy do Tbilisi, w ekspresowym tempie przesiedliśmy się na nocny pociąg Tbilisi-Zugdidi, a na „dworcu” w Zugdidi byliśmy świadkami istnego wariatkowa przy przesiadce na kolejną marszrutkę jadącą do Mestii. Ostatecznie udało nam się pojechać do Mestii taksówką, a za przejazd zapłaciliśmy mniej niż wyniósłby nas kurs marszrutką. Nie pytajcie jak 🙂 O wyczynach naszego też kierowcy też nie będę wspominał 😉 Kto był już w Gruzji wie co mam na myśli.

Dobra. My tu gadu, gadu, a przygoda ruszyła z kopytka. Nasz trekking pod lodowiec Uszby rozpoczęliśmy w Becho, małej wiosce leżącej u wylotu doliny rzeki Dolra parę kilometrów przed Mestią. W głąb doliny nie kursuje żaden transport publiczny więc albo uda Wam się złapać stopa lub taksówkę, albo tak jak my przespacerujecie się 6 km ekstra do Mazeri, gdzie rozpoczyna się właściwy szlak pod lodowiec Uszby. No prawie sześć, bo kawałek podrzucił nas gruziński pogranicznik swoim super samochodzikiem, do którego Adrian chciał wchodzić przez bagażnik 😀

Nocka w pociągu Tbilisi-Zugdidi
Spacerek z Becho do Mazeri.
Mkniemy w stronę Uszby. Zawsze to kawałek mniej w nogach 😉
Posterunek gruzińskiej straży granicznej. Tym zielonym samochodzikiem podjechaliśmy kawałek drogi 😉
Dobre nawodnienie organizmu to podstawa dobrej aklimatyzacji 😀
Już wiem skąd się wzięło powiedzenie „Patrzeć się jak ciele na malowane wrota!
Pasmo Gór Swaneckich wraz z najwyższym ich szczytem, Lailą (4009 m).

Oznaczenia szlaku znajdziecie przy głównej drodze biegnącej przez wioskę. Najlepiej od razu po minięciu zabudowań, za Grand Hotel Ushba przejść mostem na drugą stronę rzeki Dolra (na jej zachodni brzeg). Gdybyście szli cały czas wschodnim brzegiem moglibyście mieć później bardzo duży problem z przekroczeniem rzeki, bo jej wzburzone lodowcowe wody w ciągu dnia mocno przybierają na sile, a zlokalizowany tam most często jest niszczony przez żywioł. Z resztą warto mieć na uwadze to, aby na wycieczkę pod lodowiec Uszby warto wybrać się wcześnie rano. Po południu wody w rzekach i potokach wzbierają od topniejących lodowców, a niektóre z nich trzeba pokonać w trakcie naszej wędrówki więc im szybciej wyruszycie tym większa szansa, że uda Wam się je przejść suchą stopą. Poza tym im wcześniej wyjdziecie tym większe prawdopodobieństwo, że w tak pięknych okolicznościach przyrody będziecie sami 🙂

Most przeprowadzający na zachodni brzeg rzeki Dolra.
Trekking pod lodowiec Uszby
Szlak pod lodowiec Uszby wiedzie przez malowniczą dolinę Becho.

Przez długi czas, szlak wiódł szerokim dnem doliny, mniej lub bardziej oddalając się od brzegu rzeki Dolra. Jej lodowate, zmącone wody przewalały się z impetem kształtując dolinny krajobraz. Iglaste lasy, które wyścielały dolinę, a powyżej nich trawiaste zbocza okalające skaliste turnie, sprawiały, że momentami czułem się jak w Tatrach. Mniej więcej po godzinie marszu natrafiliśmy na Hikers Cafe Inn, mały sklepik, gdzie w razie czego można było zaopatrzyć się w coś do jedzenia i picia, a także odsapnąć chwilę i pobujać się na hamaku.

Z biegiem czasu szlak zaczął piąć się nieco do góry, a szeroka do tej pory dolina stała się węższa. Górska ścieżka prowadziła gęstym świerkowym lasem, aż do chwili kiedy po raz kolejny przyszło nam przeprawić się na drugi brzeg rzeki. Dzięki Bogu w tym miejscu znajdował się solidny most, bo wpadnięcie do rzeki w tym miejscu oznaczałoby koniec stąpania po ziemskim padole. Tuż po przekroczeniu wartkich wód Dolry natrafiliśmy na posterunek gruzińskich pograniczników. Strażnicy graniczni wypytali nas dokąd idziemy, ilu nas jest i kiedy będziemy wracać, zanotowali w kajeciku i puścili dalej. Podobno czasem zaglądają też do paszportów.

Trekking pod lodowiec Uszby
Lodowcowe wody rzeki Dolry
Trekking pod lodowiec Uszby
Pasmo Gór Swaneckich
Trekking pod lodowiec Uszby
Ścieżka pośród świerkowego lasu.
Trekking pod lodowiec Uszby
Nie, nie to jeszcze nie jest wodospad Shdugra.
trekking pod lodowiec Uszby
Most nad rzeką Dolrą, tuż przed posterunkiem Straży Granicznej.
trekking pod lodowiec Uszby
Prawda, że solidna konstrukcja? 😀
trekking pod lodowiec Uszby
Posterunek gruzińskiej straży granicznej w drodze pod lodowiec Uszby

Parę chwil po spotkaniu z pogranicznikami gęsty las ustąpił miejsca niskim zaroślom, a naszym oczom ukazał się w pełnej okazałości wodospad Shdugra (zwany także Mazeri). Wg informacji znalezionych w internecie jest to najwyższy wodospad w Gruzji. Niestety nie udało mi się odnaleźć wzmianki o tym jaka jest jego wysokość. Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę jest na co popatrzeć i co podziwiać. Poza tym po wyjściu ponad granicę lasu otworzyła się przed nami panorama na całą dolinę Becho oraz znajdujące się za nią pasmo Gór Swaneckich z najwyższym szczytem – Lailą (4009m). Gdyby chodziło Wam po głowie wejście na nią to zajrzyjcie do Wiecznej Tułaczki, ona już zdobyła „Płonącą Górę” 😉

trekking pod lodowiec Uszby, wodospad Shdugra
Wodospad Shdugra (Mazeri) – najwyższy wodospad w Gruzji
trekking pod lodowiec Uszby
Przepiękny widok na dolinę Becho oraz pasmo Gór Swaneckich. Dwa wierzchołki Laili znajdują się po prawej stronie.

Dojście do wodospadu jest dosyć łatwe i dobrze oznakowane więc nie powinno nikomu sprawić większych trudności. Spokojnie można wybrać się tam nawet z dzieciakami. Dalsza natomiast wędrówka na lodowiec Uszby wymaga już nieco wysiłku. Po pierwsze droga tuż powyżej odbicia kierującego pod wodospad stanęła dęba i prowadziła wąską, osypującą się ścieżką wijącą się pośród zarośli, gdzie trudno było dostrzec jakiekolwiek oznaczenia. Wskazówka dla Was: kiedy spojrzycie w górę przed siebie i zobaczycie skalne turnie, należy obejść je z lewej strony. Po wdrapaniu się na wspomniane skały i przedarciu przez kosówkę doszliśmy do bystrego potoku, który trzeba było jakoś pokonać.

trekking pod lodowiec Uszby
trekking pod lodowiec Uszby
Może w tej chwili potok wygląda niepozornie, ale jak przygrzeje słońce i przybędzie w nim wody z topniejącego lodowca przestaje być tak kolorowo i trzeba zamoczyć stópki 🙂
trekking pod lodowiec Uszby
Uszba! w końcu w zasięgu wzroku i obiektywu!
trekking pod lodowiec Uszby
Uszba, Uszba pokaż rogi… 🙂

Niestety w tym miejscu nie ma żadnego mostu, dlatego tak jak wspominałem na początku, dobrze wyruszyć rano, aby przekraczać potok, kiedy poziom wody jest jeszcze względnie niski. W przeciwnym wypadku może czekać Was ściąganie butów i przeprawa w bród. Po pokonaniu potoku doszliśmy do moreny lodowca skąd pozostało już tylko kilka minut do samego lodowca. No właśnie. Niby kilka minut, droga prosta, a jednak w czasie naszej wędrówki doszło do pewnego incydentu! Ktoś się zgubił! Tak! Ktoś, bo przeprowadzone wewnętrznie dochodzenie nie wykazało, kto tak naprawdę był winny sytuacji. A jak to wyglądało możecie przeczytać w poniższym raporcie sporządzonym przez specjalnie powołaną do tego komisję w osobie Adriana 😀



Tutaj jest miejsce na raport. Podobno ma być do końca tygodnia… tylko nie wiem jeszcze którego 😉


Uszba.
trekking pod lodowiec Uszby
Tyle radości 😀 Chyba słońce za mocno mi już przygrzało 😀
trekking pod lodowiec Uszby
Koniec znakowanego szlaku i obóz wspinaczy pod lodowcem Uszby. Dla niektórych wspinaczka na Uszbę była tą ostatnią i im poświęcone są tablice na głazie.
trekking pod lodowiec Uszby
Topniejący lodowiec Uszby – wkrótce niewiele z niego zostanie. Niestety kaukaskie lodowce znikają w oczach 🙁
trekking pod lodowiec Uszby
Czyż Uszba nie jest przepiękna?

Droga powrotna spod lodowca Uszby prowadzi tym samym szlakiem. Nie jest to może idealna sytuacja, ale widoki na dolinę Becho i pasmo Gór Swaneckich w zupełności rekompensują tę niedogodność. Podobnie jak popijane piwko nad rzeką Dolra z widokiem Uszby w promieniach zachodzącego słońca. A że taka kontemplacja służy twórczości niech świadczą poniższe rymy natchnionego poety targanego piwną potrzebą… Yyy… tzn. emocjami:

Rzeki szum, ptaków śpiew,

złote piwa pośród drzew,

wszystko to w letnie dni,

przypomina Ciebie mi!

A.B.

Rzeki szum, Uszby cień,

na polanie wielki pień,

na nim piwa łyk,

niech ukoi duszy krzyk!

A.B.

Rzeki szum, Uszba w tle,

a ja piwa ciągle chce…

Obok Ty chłodzisz je,

tą czynnością pieszcząc mnie…

A.B.

Informacje praktyczne:

Mapa szlaku Mazeri – lodowiec Uszby – Mazeri

Szlak Mazeri – lodowiec Uszby

Dojście pod sam lodowiec Uszby i z powrotem wiąże się z pokonaniem ok. 21 km i 1100 m przewyższenia. Nam zajęło to spokojnym tempem 8h 40min. Szlak jest oznaczony czerwono-białymi i niebiesko-białymi prostokątami. Dojście pod sam wodospad Shdugra zajmuje ok. 2h 30min i mniej więcej tyle samo trzeba liczyć na drogę powrotną. O ile podejście pod wodospad nie wymaga od nas praktycznie żadnego wysiłku i jest dosyć łatwe, spokojnie można wybrać się tam na wycieczkę z dziećmi, to dalsza droga pod lodowiec jest już nieco wymagająca. Po pierwsze szlak staje dęba i pojawiają się trudności z jego odnalezieniem, po drugie trzeba pokonać wartki potok, którego wody lubią wzbierać w godzinach popołudniowych.

Gdzie spać?

W Mazeri odszukacie kilka guesthousów, w których znajdziecie dach nad głową. Nie spodziewajcie się jednak luksusów. My zagościliśmy na jedną noc w guesthousie naprzeciwko Lia Jamdeliani. Przyjemność nie rozbijania namiotu i możliwość wzięcia ciepłego prysznicu kosztowała nas 30 GEL/osobę za noc.

Transport

Do Mazeri nie jeżdżą żadne marszrutki. Najbliższy przystanek znajduje się u wylotu doliny Becho i tam można złapać marszrutkę jadącą z lub do Mestii. Jeśli nie macie czasu ani ochoty wracać z buta do Becho możecie skorzystać z oferty lokalsów, którzy z chęcią za odpowiednią stawkę podrzucą Was do Mestii. Cena? W naszym przypadku 80 GEL. Tak, tyle zaśpiewał sobie nasz gospodarz, u którego spaliśmy, za podrzucenie do Mestii (21 km). Podobną cenę zaproponowano dwóm Szwajcarom, których poznaliśmy na szlaku. Rozbój w biały dzień, ale co zrobić.

4 komentarze

  1. Jak patrzy się na takie zdjęcia, to człowiek natychmiast chce się pakować i wyruszać w podróż 🙂 Pozdrawiamy!

  2. Piękna góra. Jakby tak na nią jeszcze wleźć! To by dopiero było coś! Chociaż z tego co wiem, do łatwych nie należy.

    • Na żywo robi jeszcze większe wrażenie, tym większe, kiedy jest już na wyciągnięcie ręki. Minęliśmy po drodze dwa zespoły, które szły z zamiarem wspinania się 😉 Pomarzyć zawsze można 😉

Write A Comment

Podobał Ci się wpis?

Znalazłeś interesujące Cię informacje?

Bądź na bieżąco i dołącz do nas na Facebook’u!

Nic Cię to nie kosztuje, a nas zmotywuje do dalszej pracy 🙂