Po zdobyciu najwyższego szczytu Bośni i Hercegowiny czekała nas jeszcze podróż do Czarnogóry. Pierwotnie chcieliśmy od razu dotrzeć w góry Durmitor, ale trudy wejścia na Maglić mocno dały nam znać o sobie. Postanowiliśmy, że przenocujemy na jednym z campingów znajdujących się nad rzeką Drina nieopodal przejścia granicznego w Šćepan Polje. Ostatecznie wylądowaliśmy na Rafting Camp Tara 87 i szczerze polecamy tą miejscówkę. Spędziliśmy tam sympatyczny wieczór rozmawiając z żoną właściciela campingu i popijając przy tym zakupione w Chorwacji wino. Nigdy nie zapomnę poranka, kiedy to zostaliśmy postawieni na równe nogi przez… osła! Jego głośne iiiaaaa, iiiaaaa, iiiaaaa, które rozległo się obok naszego namiotu w mig wyrwało nas z objęć Morfeusza. Okazało się, że osioł był domowym zwierzątkiem gospodarzy. Wiecie, takim jak u nas zazwyczaj koty czy psy 🙂 Podobno strasznie lubi Polaków, bo zawsze udaje mu się wyskubać od nich coś do jedzenia.

Mimo, że w BiH byliśmy krótko to baaardzo żałowaliśmy, że opuszczamy ten kraj, bo mieszkający tam ludzie swoją otwartością i gościnnością podbili nasze serca. A i widoki były cudowne więc w przyszłości zapewne zaplanuję tam dłuższy pobyt. Po przekroczeniu granicy we wspomnianym Šćepan Polje, pokonując drogę M18 i kolejne serpentyny wąziutkiej drogi P14, wjechaliśmy w królestwo Durmitoru. Z każdym przejechanym kilometrem coraz szerzej otwieraliśmy oczy i musieliśmy domykać opadające z wrażenia szczęki 🙂 Każdemu kto wybiera się w te góry polecamy przejazd tą trasą, bo widoki wyłaniające się za kolejnymi zakrętami są naprawdę świetne. Co chwilę zatrzymywaliśmy się, żeby pstryknąć trochę zdjęć i powzdychać z zachwytu. Szkoda, że zdjęcia z aparatu przepadły na feralnej karcie, ale cieszę się, że chociaż część przetrwała na telefonie 🙂

W końcu po emocjonującej drodze pełnej ochów i achów dotarliśmy na Sedlo (1907m). To z tego miejsca mieliśmy startować na Bobotov Kuk kolejnego dnia. Z przełęczy udaliśmy się do Żabljaka nad Crne Jezero, gdzie rozbiliśmy naszą bazę na campingu Ivan Do. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy małej chatce znajdującej się poniżej przełęczy, Konoba Lomni Do.

Przystanęliśmy tylko po to żeby kupić magnes do naszej lodówkowej kolekcji, a skończyło się na degustacji i zakupie wszelkiego rodzaju owocowych nalewek i likierów domowej produkcji od przesympatycznego gospodarza. Naprawdę nie wiem, gdzie nauczył się takiego marketingu, ale robił to dobrze 🙂 W natłoku wrażeń i konsumpcji nie zdążyliśmy nawet zapytać jak się nazywa 😛 Poznaliśmy jednak historię jego dawnej miłości, która narodziła się w… Warszawie. Otóż dawno temu, kiedy nasz gospodarz był jeszcze młody zakochał się on w Polce o imieniu Barbara. Z wzajemnością 🙂 Jedynie urzędujące wówczas komunistyczne władze jakoś niespecjalnie pochwalały ten związek i nie chciały wydać Pani Basi paszportu, aby ta mogła wyjechać z ukochanym do Czarnogóry… Związek na odległość nie miał racji bytu więc para się rozstała, a nasz gospodarz do dzisiaj wspomina jak cudowna była Pani Barbara 🙂 Na do widzenia dostaliśmy też zaproszenie na herbatę i małe co nieco, na które mamy wpaść po zdobyciu szczytu Bobotov Kuk. Z Konoba Lomni Do ruszyliśmy już na camping Ivan Do.

Stamtąd następnego dnia wróciliśmy z powrotem na przełęcz Sedlo i w promieniach porannego słońca wystartowaliśmy w kierunku wierzchołka Bobotov Kuk. Nasze kroki skierowaliśmy na północ, w stronę przełęczy znajdującej się poniżej Uvita Greda, której skalna ściana groźnie piętrzyła się przed nami. Po pokonaniu przełęczy ukazała się przed nami długa, zielona dolina otoczona po obu stronach skalnymi formacjami. Jej dnem prowadził dalszy odcinek naszego szlaku, którego oznaczenia bez problemu odnajdowaliśmy co kilkanaście metrów. Uwierzcie, że trudno byłoby się tam zgubić 🙂 Z każdym kolejnym krokiem otoczenie robiło się coraz ciekawsze. Wyrastające przed nami skalne zęby Zupci robiły niesamowite wrażenie. Kiedy dodamy do tego absolutną ciszę, brak innych osób na szlaku oraz kapitalną pogodę mamy przepis na wycieczkę idealną! 🙂

Po przejściu niewielkiego wypłaszczenia noszącego nazwę Surutka naszym oczom ukazał się w końcu cel naszej wycieczki, Bobotov Kuk. Jego kopuła szczytowa górowała ponad skalnymi ścianami i mimo, że znajdował się na wyciągnięcie ręki sprawiał wrażenie niedostępnego i odległego. Stojąc i podziwiając Bobotov Kuk naszą uwagę przykuł inny, znajdujący się nieco na południe szczyt, a mianowicie Šareni Pasovi. Ten wznoszący się na wysokość 2248 m szczyt charakteryzuje się niesamowitą budową. W wyniku procesów górotwórczych warstwy skał osadowych zostały bardzo mocno pofałdowane w wyniku czego mogliśmy podziwiać szczyt właśnie w takim kształcie. Nie wiem czemu, ale w pierwszym momencie skojarzyłem te pofałdowane warstwy z ciastem francuskim, a Ela z karpatką 😛 Chyba byliśmy głodni wtedy 😛

Zanim rozpoczęliśmy ostateczne podejście na szczyt czekało nas jeszcze zejście ok. 100 m w dół nad malutki stawek, Zeleni Vir (2028m). Jak to zazwyczaj bywa w przypadku górskich stawów jego woda była okrutnie lodowata. Znad stawu mieliśmy do pokonania jeszcze 500 m przewyższenia. Tuż nieopodal stawu znajduje się skrzyżowanie szlaków. Według oznaczeń wymalowanych na skałach droga na szczyt z tego miejsca powinna nam zająć jeszcze 1h 30 min. Nie byliśmy zmęczeni dotychczasową wędrówką więc od razu ruszyliśmy w górę pokonując kolejne metry skalnego-trawiastego zbocza. Co ciekawe w dalszym ciągu nie widzieliśmy na horyzoncie żywego ducha co bardzo nam odpowiadało. Wiem, że to trochę egoistyczne, ale uwielbiamy mieć góry tylko dla siebie 🙂 Z każdą chwilą byliśmy coraz wyżej i przed nami odsłaniały się coraz to lepsze widoki. Nie mogliśmy się nimi nacieszyć. A wiadomo, że najlepsze widoki są ze szczytu więc bez zbędnej zwłoki tam jeszcze mocniej ruszyliśmy do przodu.

Kiedy doszliśmy na przełęcz pod kopułą szczytową okazało się, że jednak nie jesteśmy w Durmitorze sami. Spotkaliśmy czarnogórską parę, która zmierzała na szczyt od północnej strony, tj. od Czarnego Jeziora. Żeby było śmiesznie za nimi wyruszyły trzy psy, które dotarły aż na przełęcz. I wiecie co? Nie miały one zamiaru poprzestać na przełęczy i poszły za nami na szczyt! Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po początkowym łatwym odcinku, gdzie idzie się ścieżką pośród skalnego rumoszu, trzeba ostro uderzyć w górę korzystając z pomocy stalowej liny. Ostatni odcinek szlaku pod szczytem jest dosyć stromy i poprowadzony w eksponowanym terenie. Dla czworonogów nie było jednak rzeczy niemożliwych i chyba nie był to ich pierwszy raz na wierzchołku Bobotov Kuk.

Bez problemu wdrapały się z nami na szczyt skąd rozciągała się panorama na calusieńki Durmitor. Przepiękna panorama! W końcu Bobotov Kuk to najwyższy szczyt tego pasma i wznosi się on na wysokość 2522 m. Na zachód znajdowała się dolina Škrka wraz z jeziorem o tej samej nazwie, a także górujący ponad nimi wierzchołek Prutaša. Na północy w oddali rysował się kanion rzeki Tara, najgłębszy w Europie (1300 m) i jeden z najgłębszych kanionów na świecie. Patrząc na wschód mogliśmy podziwiać wierzchołki Małego i Wielkiego Niedźwiedzia (Mali i Veliki Međed), a także Savin Kuk, Vrh Šljemena, Terzin Bogaz i wiele, wiele innych.

Krótko mówiąc mieliśmy cały Durmitor u stóp i w zasięgu wzroku. Na horyzoncie rysowały się także wierzchołki Gór Przeklętych, Komovi oraz masywu Maglicia. Niesamowity widok. Wszędzie dookoła góry! W końcu nazwa państwa na trenie, którego byliśmy zobowiązuje. Przez pewien czas Bobotov Kuk uważany był nawet za najwyższy szczyt Czarnogóry, ale najnowsze pomiary wysokości oraz położenia wykazały, że wyższa jest jednak Zla Kolata leżąca w Górach Prokletije na granicy z Albanią.

Na szczycie pogadaliśmy przez chwilę ze spotkaną na przełeczy parą o naszych planach zdobycia najwyższych wierzchołków krajów byłej Jugosławii. Zrobili trochę wielkie oczy, kiedy wspomniałem o Złej Kolacie i Korabie w Albanii i zasiali we mnie ziarnko obaw, ale ostatecznie udało nam się zdobyć oba te szczyty o czym przeczytacie niebawem. Po krótkiej rozmowie zostaliśmy na szczycie sami. Piękne chwilę w cudownym miejscu pozostaną w naszej pamięci dopóki ich Alzheimer nie przegoni 🙂 Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i trzeba było wracać. Razem z nami w drogę powrotną wybrały się oczywiście durmitorskie czworonogi. W czasie zejścia spotkaliśmy kilka osób na przełęczy co nieco zaburzyło naszą idealną wycieczkę. Minęło jednak kilka chwil i znów mogliśmy cieszyć się samotnością na szlaku. No prawie, bo w dalszym ciągu podążał za nami jeden z psów. Po dotarciu na rozwidlenie szlaków, przy stawie Zeleni Vir, postanowiliśmy wracać na przełęcz Sedlo inną drogą niż przyszliśmy.

Wybraliśmy zejście przez dolinki Mlijčeni Do i Urdeni Do. Szlak znajdujący się w tych dolinach biegnie u podnóża góry „karpatki”, czyli Sareni Pasovi, skąd jeszcze lepiej widać jej niecodzienną budowę. Ścieżka wiła się trawiastym terenem i obniżała coraz bardziej, aż dotarła do asfaltowej szosy P14. Aby dotrzeć z powrotem na przełęcz Sedlo pozostało nam do pokonania jeszcze nieco ponad 3 km drogi i ok. 200 m przewyższenia. Po kilku godzinach marszu w upalnym słońcu ostatnie metry ciągnęły się w nieskończoność, chcieliśmy łapać nawet stopa wśród nielicznie przejeżdżających samochodów. W końcu ścinając ostatnie serpentyny wdrapaliśmy się na Sedlo, gdzie czekał na nas rozgrzany jak piekarnik samochód 🙂 W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na obiecaną herbatę do Konoba Lomni Do, gdzie rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższą chwilę z poznanym dzień wcześniej gospodarzem.

Wejście na Bobotov Kuk – garść statystyk z wejścia:
– wysokość: 2522 m
– suma przewyższeń: 1057 m
– dystans: 12,2 km
– czas wejścia z przełęczy Sedlo: 3h 15min
– czas zejścia przez Mlijčeni Do i Urdeni Do: 2h 50min

Poniżej fragment mapki z zaznaczonym szlakiem, którym szliśmy. Gdyby ktoś był zainteresowany mapą Durmitoru w skali 1:22000 może śmiało pisać na maila tomek@gorskaprzygoda.pl, mogę udostępnić 🙂 Jeśli ktoś chciałby uzyskać więcej informacji na temat np. campingu lub samego Żabljaka i gór Durmitor to chętnie pomogę.

9 komentarzy

  1. Genialne widoki! 😀 Nawet nie wiem, do jakiego innego pasma można by je porównać. I tylko karty żal… Szlak jest oznaczony tymi czerwonymi kółkami?

    • Durmitor może i jest mały, ale robi wielkie wrażenie! Chyba jest jedyny w swoim rodzaju, bo też nie widziałem innych gór, do których mógłbym go porównać. Tak, praktycznie wszędzie na Bałkanach oznaczeniami szlaku są czerwone kółka lub kropki. W Durmitorze wyjątkowo gęsto wymalowane 🙂 Ze stratą zdjęć już się pogodziłem 😉

  2. Właśnie się tak zastanawiałem, jak w innych krajach wygląda sprawa oznakowania szlaków. Czy to raczej jak u nas, co kawałek, czy trzeba mocno intuicyjnie wędrować 😀

    • Tak naprawdę różnie bywa. W Durmitorze nie mieliśmy żadnych problemów z odnajdowaniem szlaku, ale np. w górach Przeklętych lub na Korabie już tak kolorowo nie było i musieliśmy zdać się na orientację i rzeźbę terenu 🙂 Poza tym w krajach alpejskich „ordnung muss sein” więc też bez problemu znajduje się szlaki. Ale powiem Ci, że jedynie w Polsce, Czechach i Słowacji podane są czasy przejść na mapach i w terenie, gdzie indziej to spora rzadkość lub w ogóle tego nie ma.

  3. cuda, cudeńka!! coś pięknego! aż brak mi słów. jeszcze jakieś 8 dni i Durmitor będzie mój. już się doczekać nie mogę!
    i dzięki wielkie za mapę. na 100% bardzo się przyda 🙂

  4. Cześć! Czy to może te psy widzieliście, wchodząc na Bobotov?
    https://1drv.ms/f/s!AjslvcEv7lmQ6BOehDRYdPVDQe0B (foto)
    Tak się składa, że to nie nasze psy, ale przebyły z nami całą trasę od Żabljaka aż na szczyt! Jak się dowiedzieliśmy, lokalne psiaki znają te góry bardzo dobrze! Można powiedzieć, że to one nas prowadziły! 🙂

    • Cześć! Z tego co pamiętam, to były jednak inne psiaki 😉 Określenie pies-przewodnik nabiera nowego znaczenia prawda? 😀 Można iść za nimi w ciemno 😉

    • Jeśli chodzi o nas to w zupełności spełnił nasze oczekiwania i wymagania. Sanitariaty były czyste i zadbane, ciepłej wody nigdy nie brakowało, dobrze położony, blisko nad jezioro i szlaki. Myślę, że możemy polecić 🙂

Write A Comment

Podobał Ci się wpis?

Znalazłeś interesujące Cię informacje?

Bądź na bieżąco i dołącz do nas na Facebook’u!

Nic Cię to nie kosztuje, a nas zmotywuje do dalszej pracy 🙂