Koniec lipca 2017 r. W Tatrach zapowiadał się przepiękny słoneczny weekend. Żal było nie wykorzystać takiej pogody więc na szybko ogarnąłem plany na dwudniowe szwendanie się po szlakach. O ile wejście na Furktoski Szczyt i Hruby Wierch (trochę mniej po szlaku :P) w miarę szybko pojawiło się na łamach bloga to opis naszej drugiej wycieczki, mianowicie wejście na Koprowy Wierch długo kazał na siebie czekać. W końcu jednak nadszedł najwyższy czas, żeby przypomnieć sobie ten piękny, lipcowy dzień i parę słów napisać.

Chociaż w sumie co tu dużo pisać. Może więcej opowiedzą zdjęcia. W każdym razie chciałem się podzielić z Wami też tym, że na szlaku towarzyszyli nam moi rodzice, z czego się bardzo, bardzo cieszę ilekroć tylko taka sytuacja ma miejsce 🙂 Fajnie jest wspólnie spędzić czas w aktywny sposób z osobami, które się kocha w górach, które też są dla nas szczególne i ważne w naszym życiu 😉 Dobra. Już się nie rozczulam.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w Popradzkim Plesie w miejscu oznaczonym na mapie jako zastavka, w którym swój początek ma niebieski szlak prowadzący do schroniska leżącego nad Popradzkim Stawem. Odcinek do schroniska to przyjemny spacer asfaltową drogą w leśnym cieniu. Ilekroć tamtędy szedłem jakoś nigdy nie odczułem do wstrętu do tej asfaltowej drogi w przeciwieństwie do tej prowadzącej nad Moko. Nie wiem czy to moja podświadomość tak działa po słowackiej stronie czy co, ale jakoś razie i przyjemnie mi się tamtędy zmierza. Może to przez to, że z rejonem Popradzkiego Stawu mam same dobre wspomnienia. Wystarczy, że przypomnę sobie tylko wejścia na Wysoką, Rysy czy Szatana i od razu robi mi się lepiej 😉

Do rozwidlenia szlaków przy Popradzkim Plesie dotarliśmy nieco przed czasem i od razu poszliśmy dalej w głąb Doliny Mięguszowieckiej. Kierując się ścieżką oznaczoną niebieskim kolorem po raz n-ty podziwialiśmy wyłaniającą się powoli spomiędzy drzew grań Baszt wraz z górującym ponad nią Szatanem. Tak prawdę powiedziawszy startując znad Popradzkiego Plesa nie byliśmy jeszcze zdecydowani czy pójdziemy na Koprowy Wierch czy też na Rysy. Ostateczną decyzję podjęliśmy przy rozwidleniu szlaków nad Żabim Potokiem, po stwierdzeniu, że w kierunku Rysów podąża zdecydowana większość osób, które wyszły na szlak. Dzień zapowiadał się naprawdę rewelacyjnie i nie chcieliśmy go sobie zepsuć tłocząc się w gęstym tłumie zdobywców najwyższego szczytu naszego kraju.

Z rozwidlenia szlaków nad Żabim Potokiem idealnie prezentuje się Czerwony Żleb opadający z przełęczy oddzielającej Szatana i Pośrednią Basztę, którego wysokość wynosi ponad 500 m. Naprawdę robi wrażenie. Dalsza droga w kierunku Koprowego Wierchu prowadzi na górne piętro doliny Mięguszowieckiej, w której znajdują się Wielki Hińczowy Staw, Mały Hińczowy Staw oraz Szatanie Stawiki. Aby dostać się nad brzegi stawów najpierw musieliśmy pokonać próg doliny, który stanowił małą rozgrzewkę przed dalszym podejściem na Wyżnią Koprową Przełęcz. Swoją drogą Wielki Hińczowy Staw jest największym (20,08 ha) i najgłębszym (53,7 m) stawem leżącym w słowackich Tatrach. Także nie próbujcie tam nurkować, ale jak najbardziej wskazane jest przystanąć i popodziwiać górujące ponad taflą stawu szczyty. Biorą pod uwagę tylko te główne i bardziej wybitne to wymienić można Koprowy Wierch, Cybrynę, Mięguszowieckie Szczyty (Wielki, Pośredni i Czarny), Hińczową Turnię oraz Wołowca Mięguszowieckiego.

Po krótkim odpoczynku nad Wielkim Hińczowym Stawem ruszyliśmy w stronę Wyżniej Koprowej Przełęczy. Podejście na nią jest dosyć strome i w upalny, lipcowy dzień dało się we znaki chyba każdemu. Na nic zdało się wcześniejsze wyjście na szlak oraz dobre tempo marszu. Swoje i tak trzeba było wypocić. Podejście jest treściwe, ale na szczęście w miarę krótkie i zajmuje ok. 30 min. Dalsza droga na Koprowy Wierch wiedzie czerwonym szlakiem i poprowadzona jest opadającą ze szczytu granią. Wejście na szczyt zajęło nam ok 45 min.

Widoki ze szczytu są bardzo rozległe więc rozsiedliśmy się wygodnie, aby móc w spokoju podziwiać roztaczającą się wokół nas panoramę. Jaką? Bajeczną. Zobaczcie z resztą sami:

Panorama z Koprowego Szczytu na południowy-zachód.

Panorama w czasie zejścia z Koprowego Szczytu na wschód i północny-wschód.

Panorama z Koprowego Szczytu na północny-zachód.

Jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach żal było ruszać w drogę powrotną. Ameryki nie odkryję jeśli napiszę, że wracaliśmy dokładnie tak samo jak przyszliśmy. Oczywiście jest jeszcze możliwość zejścia z Wyżniej Koprowej Przełęczy do doliny Hlińskiej i Koprowej, ale powrót do samochodu zająłby nam wtedy ponad 9h. Uwierzcie, że w tym skwarze nie mieliśmy na to najmniejszej ochoty. W zamian za to po zejściu nad Wielki Hińczowy Staw rozłożyliśmy się nad jego brzegiem i włączyliśmy tryb „chillout”! Gdybym tylko mógł wyłączyć jeszcze tryb „people” byłoby idealnie 😉 Ale i tak nie było źle. Kiedy my szykowaliśmy się już do zejścia w dół zdecydowana większość osób dopiero zmierzała w kierunku Koprowego Wierchu.

Zanim domknęliśmy naszą trasę i znaleźliśmy się przy samochodzie wstąpiliśmy jeszcze do schroniska, a w zasadzie hotelu górskiego nad Popradzkim Stawem na mój ulubiony vyprážaný syr s hranolkami (czyli smażony ser z frytkami dla niewtajemniczonych 😉 ) no i piwko. W taki słoneczny dzień piwko po skończonej robocie musiało być 😉

Kończąc już ten nieco archiwalny wpis szczerze polecamy wejście na Koprowy Wierch. Szlak nie jest trudny, widoki są wspaniałe, jeśli wyjdziecie odpowiednio wcześnie jest szansa, że unikniecie sporej ilości osób na szlaku więc czego chcieć więcej? Ano częściej być w takich miejscach 🙂

Write A Comment

Bądź na bieżąco i dołącz do nas na Facebook’u!