Po burzy zawsze wychodzi słońce! Tak było i tym razem. Po kilku ponurych dniach na niebie ukazało się trochę błękitu i promieni słońca. Nie musiałem zbyt długo rozmyślać i od razu wyczarowałem plan wycieczki w góry. Z racji tego, że w Tatrach była lawinowa trójka wybór padł na Babią Górę. Na Diablaku byłem już kilkukrotnie, zaliczyłem tam nawet wschód słońca, ale jeszcze nigdy nie byłem tam zimową porą. Nadarzyła się więc idealna okazja by te zaległości nadrobić.

     W Beskid Żywiecki pojechaliśmy we dwójkę, tzn. ja i Ela, a że Ela lubi dużo chodzić to nasza trasa nie mogła prowadzić najkrótszym wariantem. Wyruszyliśmy z Zawoi Podryżowane, gdzie swój początek ma żółty szlak prowadzący przez Mosorny Groń na Halę Śmietanową. Początek szlaku zlokalizowany jest w okolicy przystanku autobusowego i prowadzi kilkadziesiąt metrów drogą w kierunku przełęczy Krowiarki po czym skręca w lewo, w las (wąska przerwa w barierach energochłonnych przy drodze), gdzie należy przejść przez drewniany mostek nad potokiem. Początkowe podejście jest nawet dosyć strome, co pozwala od razu nieźle się rozgrzać. W miarę nabierania wysokości pojawia się coraz więcej śniegu. Docieramy na Mosorny Groń (1047 m), skąd kierujemy się w stronę Hali Śmietanowej.

W stronę Hali Śmietanowej.

     Ścieżka wprowadza nas do lasu, gdzie zastajemy już totalne zimowe warunki. Na szczęście szlak jest przetarty, a warunki śniegowe tego dnia były idealne. Ponad naszymi głowami, pośród koron drzew przebijało się niebieskie niebo. Na szlaku poza nami, nie było nikogo. Wędrowanie w takiej scenerii było czystą przyjemnością.

Zimowy krajobraz
Zimowy krajobraz
Zimowy krajobraz
Zimowy krajobraz

     Po ok. 2h docieramy na Cyl pod Halą Śmietanową (1298 m), gdzie zmieniamy szlak z koloru żółtego na czerwony. Stąd już 1h15min na przełęcz Krowiarki. Zejście w dół jest bardzo przyjemne, gdyż nad nami świeci słońce, a drzewa wokół okryte są śnieżną kołderką. Jest super! Może wydawać się dziwne, ale wybraliśmy ten odcinek szlaku tylko i wyłącznie żeby zrobić więcej kilometrów.

     Tak naprawdę właściwe wejście na Babią Górę rozpoczyna się od przełęczy Krowiarki (1012 m). Tutaj wybieramy szlak koloru czerwonego. Jest to chyba najbardziej popularny wariant wejścia na Babią Górę. Mniej więcej do wysokości Sokolicy (1367 m) szlak stromo wyprowadza nas w górę, przez co szybko nabieramy wysokości. Dalej ścieżka prowadzi już piętrem kosodrzewiny, po wschodnim grzbiecie Babiej Góry.

Babia Góra, 1725 m
Na Kępie, w drodze na Babią Górę
Panorama Tatr na horyzoncie
Babia coraz bliżej…
…już tuż, tuż….

     Po dojściu w okolice Kępy (1530 m) naszym oczom ukazała się rozległa panorama Tatr. Cudowny widok! Można by po kolei wymieniać wszystkie tatrzańskie wierzchołki. Widoczność tego dnia była rewelacyjna. W takiej aurze zmierzamy w kierunku naszego celu, czyli Diablaka. Jak to na Babiej Górze często bywa zaczyna dosyć mocno wiać. Z resztą mamy możliwość obserwować działalność wiatru w tym miejscu w postaci rozmaitych form jakie przybrał śnieg oblepiając wszystko co wystawało ponad jego połacie. Wygląda to wszystko nieziemsko! Po prawie 5h od wyruszenia na szlak udaje nam się dotrzeć na szczyt J Ela zalicza swoje pierwsze zimowe wejście. Panorama jest rewelacyjna, pogoda stworzyła super scenerię. Po serii zdjęć schodzimy w kierunku schroniska na Markowych Szczawinach. Maszerujemy pod słońce, które swoimi promieniami dodaje nam energii.

Panorama Tatr
Babia Góra
Sztuka w wykonaniu wiatru i śniegu

     Dochodzimy na przełęcz Brona, skąd już raptem 25 min do schroniska. Bardziej strome odcinki szlaku pokonujemy za pomocą tzw. dupozjazdów co przynosi dużo frajdy i pozwala poczuć się znów dzieckiem J Najwięcej radości sprawia to chyba Eli, bo jest to dla niej swego rodzaju nowość w górach J W dobrych humorach docieramy raz dwa na schronisko, gdzie rozgrzewamy się tym co kto może. Ela popija grzańca, ja niestety tylko herbatę, bo czeka mnie jeszcze podróż powrotna.

Schodzimy na przełęcz Brona, w tle Mała Babia Góra
Babia Góra zimową porą zaliczona!

    Po krótkiej przerwie na schronisku zaczynamy schodzić w dół. Tym razem wybieramy szlak koloru czarnego, który zaprowadzi nas dokładnie w miejsce startu naszej wycieczki. Powoli zaczyna nadchodzić zmierzch. Za naszymi plecami Babia Góra nabiera kolorów zachodzącego słońca. Przypomina mi to obraz himalajskich olbrzymów, które sprawiają wrażenie jak gdyby zaczynały płonąć w promieniach zachodzącego słońca. W końcu po zmroku, przy świetle ulicznych latarni docieramy do samochodu. Nieco zmęczeni, lecz zadowoleni możemy pochwalić się  zimowym wejściem na Babią Górę. Udało nam się pokonać 22,5 km w nieco ponad 7h. Suma pokonanych przewyższeń wynosiła 1638 m, natomiast w zejściu przeszliśmy 1626 m.

Babia Góra w promieniach nieco zachodzącego już słońca

Write A Comment

Podobał Ci się wpis?

Znalazłeś interesujące Cię informacje?

Bądź na bieżąco i dołącz do nas na Facebook’u!

Nic Cię to nie kosztuje, a nas zmotywuje do dalszej pracy 🙂